poniedziałek, 30 grudnia 2013

Jagnięcina i anchois, czyli kolejny sposób na udziec

Pamiętam tylko, że w którymś z angielskich programów kulinarnych widziałam, jak szef do marynaty do jagnięciny dodał anchois, czyli sardele. Było to w erze przedwiejskiej, więc nie przywiązałam uwagi, ani do tego, jakie były proporcje, ani kto był autorem programu.

Postanowiłam więc zaryzykować i przygotować marynatę na bazie moich dotychczasowych doświadczeń.


wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczne dziedzictwo

1:05 - powinnam już spać, ale zamiast tego szykuję jeszcze ostanie potrawy. Na jutro powinna mi zostać praktycznie już tylko ryba. To chyba pierwsza z rzeczy, które odziedziczyłam po mojej mamie. Jestem nocnym markiem i zdecydowanie lepiej pracuje mi się wieczorami. A teraz dodatkowo jest to znacznie praktyczniejsze.

Kutia - część mojej rodziny mieszkała kiedyś daleko na kresach, praktycznie pod samą granicą, tą przedwojenną. Na naszym stole często pojawiają się potrawy, które mają wschodnie korzenie.


środa, 18 grudnia 2013

Pasztet z gęsi, nie tylko na Święta

Idąc za ciosem ostatniej Wielkanocy postanowiłam wprowadzić coś nowego do menu i na te Święta. A że udało mi się kupić świeżą gęś, pomyślałam, że nie podam jej na świąteczny obiad klasycznie, pieczonej, ale w postaci pasztetu, którym będziemy mogli się cieszyć przez większość dni.

Pasztety zawsze wydawały mi się bardzo pracochłonne. To gotowanie, mielenie, mieszanie i wreszcie pieczenie. Nie wiadomo kiedy minął dzień. Ale od kiedy dzielę całość na dwa dni (I - gotowanie, II - mielenie i reszta) oraz jestem szczęśliwą posiadaczką elektrycznej maszynki do mielenia mięsa sprawy wyglądają całkowicie inaczej. Przecież połowa tej pracy robi się sama!


wtorek, 17 grudnia 2013

Przedświąteczne noce

Potrzebowałam przeżyć dwa lata z Zośką, żeby zrozumieć, dlaczego moja mama zarywała noce przed wszelkimi imprezami, świętami czy wyjazdami. Mając małe dzieci, szczególnie w wieku, kiedy chcą we wszystkim pomagać, praca w nocy lub podczas ich snu po prostu pozwala posuwać się do przodu.

Zośka umie już strasznie dużo - wymiesza ciasto na naleśniki, jajka na jajecznicę, ale wspólne robienie świątecznych potraw i to w większej ilości byłoby jednak dużym wyzwaniem.

Dlatego ruszyłam już z wieczornym gotowaniem. Jest już baza do pasztetu z gęsi, a jutro mielenie i pieczenie.


Przy okazji trzymajcie kciuki - pasztet z gęsi robię po raz pierwszy.

piątek, 13 grudnia 2013

Zielony koktajl na śniadanie, czyli jarmuż po raz drugi

Kiedyś miałam fazę przerabiania wszystkich warzyw i owoców na soki. Piliśmy je codziennie, w różnych konfiguracjach smakowych i kolorowych. Aż któregoś dnia miałam ich dość. Może nie samych soków, ale bałaganu, który koło nich powstawał.

Zawsze się zastanawiam, czy to kwestia mojej sokowirówki, czy po prostu wszystkie tak mają - wyrzucane resztki owoców nigdy nie chcą wpadać tam, gdzie mają, a wszystkie części zajmują połowę zmywarki...

Na szczęście odpoczęłam wystarczająco długo, żeby znowu cieszyć się świeżym, pysznym i super zdrowym sokiem.

No i na koniec nie było bałaganu - zabrałam całą maszynę i opróżniłam ją bezpośrednio nad kompostownikiem. Chociaż raz wszystko trafiło tam, gdzie miało i nie trzeba było sprzątać kuchni!


POTRZEBUJESZ:
liście jarmużu
2-3 marchewki
2-3 jabłka
sokowirówkę

Z około pół kilograma 'surowca' dostaliśmy pół litra soku - w sam raz na drugie śniadanie dla całej naszej trójki. Najważniejsze, że sok został zaakceptowany przez Zośkę, która wręcz nie mogła się doczekać, kiedy skończę robić zdjęcia i będzie mogła spróbować swojej porcji.

środa, 11 grudnia 2013

Żeberka jagnięce w marynacie wg Gordona Ramsay'a

Dzisiaj praktycznie bez wstępu. W końcu nazwisko autora przepisu na marynatę mówi same za siebie. Efekt jest trochę słodki, trochę kwaśny i trochę ostry, ale bez dwóch zdań wyśmienity. W lecie podałam takie żeberka z sałatką ziemniaczaną z bazylią i miętą, a teraz zrobiłabym do nich puree z ziemniaków i selera.

POTRZEBUJESZ:
ok. 1 kg żeberek jagnięcych z kością - na 2-3 osoby, dość głodne

marynata wg Gordona Ramsay'a z książki 'Niedzielne przysmaki' (na 800g jagnięciny bez kości) - przepis oryginalny:

200 ml porto 'ruby'
2 łyżki startego korzenia imbiru
4 ząbki czosnku bez łupin rozgniecione
kilka gałązek rozmarynu rozgniecione nożem
2 łyżki oliwy z oliwek
sól morska i świeżo zmielony pieprz

W mojej wersji imbir, czosnek i rozmaryn zostały drobno posiekane, a ich ilość (trochę więcej niż powyżej) była zbliżona do proporcji 1:1:1.


JAK ZROBIĆ:
  1. mięso podziel na kawałki po 2-3 kości i ewentualnie usuń zbędny tłuszcz
  2. w misce wymieszaj wszystkie składniki marynaty - posiekany imbir, czosnek, rozmaryn, oliwę, sól i pieprzp - za wyjątkiem porto
  3. dodaj mięso, wetrzyj w nie marynatę, przykryj folią i odstaw w chłodne miejsce nawet na dwa dni
  4. porto dodaj max 24h przed pieczeniem mięsa i jeszcze raz całość wymieszaj - jeżeli nie macie tyle czasu na marynowanie mięsa i będzie ono trwało jedynie kilka godzin, porto dodajcie do marynaty na samym początku
  5. rozgrzej piekarnik do 200 stopni, ułóż mięso w brytfannie, zalej  resztką marynaty i kiedy piekarnik będzie nagrzany włóż mięso na około 15 minut
  6. zmniejsz temperaturę do 170 stopni i piecz mięso dalej przez około 1 godzinę (do miękkości)
  7. po wyjęciu żeberek z piekarnika pozwól im 'odpocząć' przez kilka minut, a następnie podawaj
 
 
WSKAZÓWKI:
- idealną jak dla mnie brytfankę do pieczenia wszelki mięs, szczególnie udźca w całości, udało mi się kupić w IKEA: http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/10099053/,
- zazwyczaj unikam termoobiegu, używam grzałek dolnej i górnej w I etapie, a potem dolnej i dodaję górną pod sam koniec, w razie potrzeby

wtorek, 10 grudnia 2013

W drodze

30 km w tą i z powrotem po duże supermarketowe zakupy, 50 km - po te mniejsze, ale cotygodniowe, 50 km - na angielski z Zośką, 60 km na konia, a dzisiaj tylko 80 km do zamrażarki. Ale za to z pięknymi widokami w tle:


No i z Zofią Kocówną czytającą 'Noce i dnie' Marii Dąbrowskiej. Zawsze lubiłam tę książkę, a teraz podoba mi się jeszcze bardziej. I to nie dlatego, że my też czasami mamy Serbinów wokół domu. O nie! Po prostu lepiej ich rozumiem - ziemia, praca, zbiory, zwierzęta, dzieci, ludzie i to całe wiejskie życie.


Jutro coś z naszej zamrażarki pojedzie nad morze, jedyne 725 km. Sama też wsiądę w samochód i znowu gdzieś pojadę... Tylko tym razem trochę bliżej, jedyne 5 km do biura.

wtorek, 3 grudnia 2013

Bażanty i inne

Do sypialni wbiegła Zosia "wstawaj mamo", potem czajnik, pierwsze spojrzenie za okno i...


Mimo że nie są to pierwsze bażanty spacerujące po naszej działce, to jednak tego typu obrazki niezmiennie wprawiają mnie w poranny zachwyt. W lecie mieliśmy małe kuropatwy, na modrzewiach często siadają drapieżniki, a kiedyś jadąc po zakupy widziałam orła.

A my przecież nie mieszkamy wcale na odludziu. Ot, taka średniej wielkości wieś przy całkiem ruchliwej drodze.

wtorek, 26 listopada 2013

Papiery, papiery, papiery...

Zagadka: pewien hodowca miał stado owiec, które wypasał na trzech różnych pastwiskach. Ile będzie siedzib dla tego stada, jeżeli wszystkie pastwiska należą do hodowcy?

Kiedy zadawałam to pytanie w agencji rolnej moją intencją było jedynie potwierdzenie, że jest tylko jedna siedziba stada. I cóż, okazało się, że jestem w błędzie - poprawna odpowiedź brzmi: 'są trzy siedziby stada'. A co za tym idzie, przy każdym przenoszeniu owiec z jednego pastwiska na drugie należy a. wypełnić druk przeniesienia owiec, b. przygotować dokumenty przewozowe, c. 'wyksięgować' owce z siedziby, z której wyjeżdżają, d. 'zaksięgować' owce do siedziby, do której przyjeżdżają. Kiedy owiec jest pięć czy dziesięć nie jest z tym wiele roboty, ale przy dziesiątkach można mieć kiedyś dość...

Dlatego dzisiaj, starając się zamknąć wszelkie przewozy tegoroczne i e. wypełnić i wysłać spis stada, postanowiłam rozprawić się z różnymi dokumentami i wreszcie stworzyć sobie bazę w komputerze.


Zamiast przepisywać w koło 12 rubryk, będę po prostu wyszukiwać odpowiednie owce i za pomocą prostej operacji 'kopiuj' i 'wklej' przenosić do nowej siedziby. Na końcu wydrukuję, wepnę do segregatora i będzie po wszystkim :-)

Jedna trzecia już za mną. Trzymajcie kciuki, żebym jutro skończyła!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Mama i córka

Okazuje się, że powoli mamy z Zośką wspólne hobby. Na wieść, że jedziemy na koniki, zaczęła od razu ciągnąć mnie do szafy po ubranie. A potem czekała grzecznie prawie całą godzinę na swoją kolej!


Niesamowite jak ten czas szybko leci. Możemy już robić wspólnie tyle rzeczy i obie się świetnie przy tym bawimy. Chyba czas uaktualnić mój profil - pierwsze kroki małej Zosi to już zamierzchła przeszłość...

czwartek, 21 listopada 2013

Miłośniczka masła

Zośka odziedziczyła miłość do masła w genach. W obu rodzinach był ktoś, kto jadł je łyżką lub smarował chleb centymetrowymi warstwami. Nie wspomnę też o niektórych ciociach... Na przyjazd tej, o której myślę, kupuję masło na kilogramy :-)


Nie powinno mnie więc dziwić, że chwila nieuwagi przy po śniadaniowym sprzątaniu zostawiła takie oto ślady. Z braku łyżki musiały wystarczyć palce.

A kiedy mama zabrała resztkę masła, Zośka ekspresowo przerzuciła się na mleko


Maślanego śniadania już jutro!

środa, 20 listopada 2013

Powroty

Ostatnio moją miłość do podróży coraz bardziej równoważy radość z powrotu do domu. Pewnie dlatego, że nie wracamy już do pustych ścian, ale do zwierząt, które na nas czekają. Fajnie jest widzieć, jak bardzo się cieszą i przede wszystkim zobaczyć, jak bardzo urosły.

Pamiętacie Dzidzia, małą kulkę na rękach Zosi. Teraz to już prawie dorosły kot


Sisi jeszcze przed naszym wyjazdem zaczęła wychodzić z owcami na pastwisko, a teraz roznosi je w ramach zagrody. Nie ważne ile biega w ciągu dnia, ona ma zawsze nadmiar energii


Daisy po dokończeniu ogrodzenia wreszcie może się wybiegać przez całą noc. A na wrzosach na oknie już tylko czasami widać ślady, że zaglądała do nas w nocy

 
No i mogę wreszcie przejrzeć wszystkie numery czasopism, które ukazały się w trakcie naszego wyjazdu. Cisza, Zośka już śpi, dobra herbata w kubku obok i ten pachnący drukarnią stos obok. Dobrze być w domu!




czwartek, 7 listopada 2013

Delikatny królik



Kiedyś moja babcia kupiła na targu królika. Tyle, że według mojego ojca, to była nutria, a nie królik. Babcia jednak nigdy nie przyznała się do swojej pomyłki i twierdziła, że ten królik był wyjątkowo smaczny. Na szczęście nasze króliki pochodzą z pewnego źródła i nie ma szansy na pomyłkę.

Jak do tej pory najczęściej jedliśmy je w jarzynach, duszone czy pieczone, ale tym razem postanowiłam przyrządzić go w formie, jaka najbardziej kojarzy mi się z dzieciństwem.


KLOPSIKI Z KRÓLIKA W DELIKATNYM BIAŁYM SOSIE

POTRZEBUJESZ:
ok. pół kilograma mięsa z królika
średnia cebula
ząbek czosnku
mały por – głównie biała część
1 małe jajko
bułka tarta
oliwa lub masło klarowane
wrząca woda
śmietana 18%
sól, pieprz

JAK ZROBIĆ:
  1. mięso obierz z kości, umyj i zmiel
  2. dodaj jajko, zmiażdżony ząbek czosnku (opcjonalnie), nieco tartej bułki, sól, pieprz i uformuj małe pulpety
  3. w międzyczasie posiekaj cebulę i pora
  4. na patelni lub w płaskim garnku rozgrzej oliwę lub masło, dodaj cebulę, pora i lekko podsmaż
  5. zalej ok. 1 szklanką wrzącej wody i kiedy całość zacznie się gotować wrzucaj pulpety jeden po drugim
  6. przykryj, duś ok. 20 minut pilnując, żeby płyn nie wyparował
  7. przewracaj pulpety od czasu do czasu, żeby równomiernie się udusiły
  8. wymieszaj śmietanę z odrobiną sosu, wlej do garnka i szybko zamieszaj
  9. gotuj jeszcze ok. 10 minut
  10. przed samym podaniem odkryj i zredukuj płyn do idealnej dla Ciebie ilości


Pulpety podałam z kaszą jęczmienną i sałatką z buraków, licząc na to, że Zosia zje chociaż odrobinę mięska razem z nami. A Zosia, jak to Zosia, zrobiła nam niespodziankę i wybrała samą kaszę z sosem!

piątek, 25 października 2013

Jarmuż po raz pierwszy

Są takie warzywa, o których słyszy się dużo dobrego, ale czasami trudno je dostać, szczególnie poza dużymi miastami. Na jarmuż 'chorowałam' już od jakiegoś czasu i kiedy wreszcie udało mi się go spotkać, nawet nie zastanawiałam się nad zakupem. Dopiero później, jadąc do domu zaczęłam się zastanawiać, jak go przyrządzić.


Chwila spędzona w internecie i postanowiłam skorzystać z przepisu http://jolascooking.com/przepisy/2013/2/25/jarmu z lekką modyfikacją wymuszoną przez zawartość mojej szuflado-spiżarni.


POTRZEBUJESZ:
1 szklanka kaszy kuskus
6-8 gałązek jarmużu
oliwa z oliwek
1 średnia cebula, obrana i drobno posiekana w kostkę
1 ząbek czosnku, obrany i zmiażdżony
ocet balsamiczny
sól
pieprz

JAK ZROBIĆ:
  1. kaszę zalewamy wrzątkiem (ok. cm ponad poziom kaszy), przykrywamy i odstawiamy na ok. 10 min.
  2. liście jarmużu obrywamy z grubej łodygi, myjemy i siekamy
  3. na głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy cebulę i lekko szklimy
  4. dodajemy jarmuż i zgnieciony czosnek
  5. podsmażamy przed chwilę, solimy i zalewamy ok. 1/2 szklanki wody
  6. dusimy po przykryciem na małym ogniu do miękkości - ok. 30 min podlewając w razie potrzeby wrzącą wodą
  7. kiedy jarmuż jest już prawie tak miękki, jak chcemy, zdejmujemy pokrywkę i odparowujemy nadmiar wody
  8. przekładamy jarmuż do miski z kaszą, doprawiamy solą, pieprzem, octem balsamicznym i dokładnie mieszamy

Idealny był na ciepło jako dodatek do mięsa, a na drugi dzień jako baza do sałatki. Dodałam pomidora, mozzarellę, odrobinę szynki i miałam świetny lunch.

czwartek, 24 października 2013

Hubertus 2013

Jadąc w sobotę w stronę Bieszczad


zastanawiałam się, czy z lekkim katarem dam radę chociaż zbliżyć się do lisa.


Trochę się nie udało. Zamiast lisa w tym roku złapałam mega przeziębienie - katar, kaszel, gardło, boląca głowa... Cały zestaw, ale i tak było warto. Leczę się herbatą z imbiru, czosnkiem (na szczęście dla rodziny w tabletkach, bezzapachowym) i powoli wracam do żywych.

W przyszłym roku walczymy dalej!


czwartek, 17 października 2013

Barszcz pewniak

Przypomniała mi się dzisiaj jedna z naszych rozmów jeszcze przed wyprowadzką na wieś. Że życie na wsi biegnie całkowicie inaczej, że od wiosny do jesieni czas ucieka między palcami, a dopiero w zimie płynie wolnej. Zimą czyta się książki, ogląda filmy i szuka pomysłów na kolejny rok. A wiosną i latem praktycznie nie ma na to czasu.

Mieszkając w mieście trochę nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Moje życie polegało raczej na równym biegu, czasem w mniej lub bardziej szalonym tempie. Od szkolenia do szkolenia, od wprowadzania jednego produktu do drugiego, od konferencji do konferencji...

Dopiero w tym roku zobaczyłam, że faktycznie tak jest. Jak w końcu zrobiło się cieplej wszystko poszło na bok i zaczęły się prace w ogrodzie. Potem było upalne lato wypełnione zaglądaniem do coraz suchszej studni. A od kilku tygodni tylko przerabiamy, przerabiamy i przerabiamy.

Dzisiaj będzie o wspaniałym przepisie na barszcz, który dostałam od mamy mojego męża. Pamiętam jak moja mama czasami nie była zadowolona z buraków i z barszczu. A to że kolor nie ten, a to że za słodki czy ogólnie bez smaku. Od kiedy mam do dyspozycji takie oto słoiki, kompletnie nie martwię się, czy barszcz mi się uda.


Dzisiaj skończyłyśmy pasteryzować, metkowanie i pozostało już tylko ustawienie słoików w spiżarni.



BURACZKI NA BARSZCZ

POTRZEBUJESZ:
małe buraczki w ilości dostosowanej do potrzeb i upodobań rodziny
ocet, wodę
cukier, sól
liście laurowe, ziele angielskie, goździki

JAK ZROBIĆ:
  1. buraczki ugotować, wystudzić, obrać i nałożyć w całości do słoików
  2. przygotować zalewę z 1 szklanki octu, 3 szklanek wody, 6 łyżek cukru, 1 łyżki soli, 3 liści laurowych, 5 ziarenek ziela angielskiego i 5 goździków
  3. zalewę zagotować
  4. zalać buraczki w słoikach i zapasteryzować

WSKAZÓWKI:
na zalanie 10 kg buraczków potrzeba ok. 2 litrów octu

PRZYGOTOWANIE BARSZCZU (zupy) - całą zawartość słoika należy wlać do garnka, wykorzystując słoik po buraczkach dodać 1-2 objętości bulionu lub wody (lub ich mieszanki, ilość zależy od tego, jak kwaśny barszcz lubicie), majeranek i zagotować. Po ok. 10 minutach doprawić do smaku solą i pieprzem. Zupa gotowa!

poniedziałek, 14 października 2013

A w ogrodzie...

Przywitała mnie dzisiaj mgła i kolorowa wiśnia


Na moim biurku w wazonie jeszcze ostatni własny słonecznik. Aż miło pomyśleć, jak wyglądały w sierpniu - strzelista ściana na tle owczarni


Z nich jestem najbardziej dumna. Wiedziałam jednak, że będą niesamowite. Zrobiłam mały słonecznikowy test zeszłego roku i już wiedziałam, że zawsze będą w moim ogrodzie.

Za to najbardziej zaskoczyła mnie lawenda - już myślałam, że nic z tego nie będzie, że nie wykiełkuje. A ona pojawiła się w środku suszy i zakwitła we wrześniu


Do posadzenia zostały już tylko tulipany. Jak zrobi się zimniej wracam do studiowania literatury ogrodniczej i będę dalej ulepszać to, co zaczęłam tej wiosny. Kto by pomyślał, że ogrodnictwo tak wciąga!

poniedziałek, 7 października 2013

Brzoskwinie, brzoskwinie, brzoskwinie...

Myłam, pestkowałam, ćwiartowałam, gotowałam, słoikowałam, zakręcałam, pasteryzowałam, metkowałam, a w międzyczasie testowaliśmy


No i kombinowałam, gdzie ustawić te wszystkie słoiki


Na szczęście już skończyłam i nawet odreagowałam!

Mamy dżem brzoskwiniowy, czysty, zgodnie z przepisem z 26 września, w wersji waniliowej, piernikowej i z moim ulubionym zestawem przypraw - imbir, kardamon i cynamon.

DŻEM BRZOSKWINIOWO-IMBIROWO-KARDAMONOWO-CYNAMONOWY

POTRZEBUJESZ:

porcji dżemy niskosłodzonego z brzoskwiń - wg przepisu podstawowego z 26.09.2013
1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
1 łyżeczka sproszkowanego kardamonu
1 łyżeczka sproszkowanego cynamonu



JAK ZROBIĆ:
  1. przyprawy należy dodać w ostatniej fazie gotowania dżemu, tuż przed sokiem z cytryny i dokładnie wymieszać z owocami
  2. dodać sok z cytryny i zakończyć zgodnie z przepisem podstawowym

czwartek, 26 września 2013

Przerabiam, przetwarzam...

...w tym tygodniu brzoskwinie na zmianę z grzybami


6 kg brzoskwiń już za mną i ledwie widać ubytki w pierwszej skrzyni...Jutro radę po kilogramy fruktozy i ruszam dalej! Życzcie mi siły!


NISKOSŁODZONY DŻEM Z BRZOSKWIŃ (wersja podstawowa)

POTRZEBUJESZ:

2kg brzoskwiń
400g fruktozy
30g pektyny
pół szklanki wody
sok z połowy cytryny

JAK ZROBIĆ:
  1. brzoskwinie umyć, wypestkować, ale nie obierać ze skórki, pokroić na małe kawałki
  2. dodać połowę fruktozy, wodę i gotować na wolnym ogniu, aż kawałki zaczną się rozpadać - u mnie ok. 20 minut od zagotowania
  3. pektynę wymieszać z pozostałą częścią fruktozy i dodać do gotujących się owoców
  4. gotować jeszcze 2-3 minut
  5. zdjąć z ognia i dodać sok z cytryny
  6. nakładać do wyparzonych słoików, pasteryzować ok. 20 minut

wtorek, 24 września 2013

Niespotykane kolory jesieni

W zeszłym roku nie byliśmy pewni, czy to nie jest jakiś wybryk natury... Ale ta jesień potwierdziła, że rosną u nas jesienne krokusy:


Obłędne! W środku żółci, pomarańczy czy czerwieni taki fioletowy akcent :-)

piątek, 20 września 2013

Poranny spacer z psem...

...a może raczej grzybobranie? Nam udało się mieć 2w1


I nie musiałam wstawać o czwartej nad ranem, jechać kilkudziesięciu kilometrów i chodzić godzinami po lesie :-) Nie wyszłyśmy z Daisy nawet za ogrodzenie!

To się nazywa szczęście :-)

Miłego weekendu!

wtorek, 17 września 2013

Letnie wspomnienia i moussaka na obiad

Siedziałam rano w biurze, w długich spodniach, w butach z gołą piętą i po kilkudziesięciu minutach zmarzły mi stopy... Powiało jesienią... To jest chyba wreszcie ten moment, kiedy mogę napisać, jak pewnego upalnego dnia własnoręcznie się 'upiekłam'. Do dziś się zastanawiam, jak mogłam wpaść na pomysł pieczenia moussaki, kiedy na termometrze na zewnątrz było ponad trzydzieści parę stopni!

 
 
 

Przepis pochodzi z 'Przewodnika kulinarnego Pascala - Grecja', porcja dla 6-8 osób:

POTRZEBUJESZ:
2 bakłażany
700g ziemniaków

500g wołowiny bez kości - u nas była łopatka jagnięca
3 cebule
szklanka bułki tartej
6 pomidorów
3 łyżki masła
oliwa do smażenia i smarowania bakłażanów - w oryginalnym przepisie w ilości 1 szklanki (nie była w stanie nawet wyobrazić sobie zużycia takiej ilości)
szklanka wytrawnego czerwonego wina
4 łyżki mąki
litr mleka
2 jaja
300g twardego sera
sól, pieprz, gałka muszkatołowa

JAK ZROBIĆ:


  1. ugotować ziemniaki w osolonej wodzie (obrane lub w mundurkach), odcedzić i pokroić w plastry
  2. zmielić mięso, posiekać cebule
  3. pomidory sparzyć wrzątkiem, zdjąć skórkę, pokroić w kostkę i ewentualnie odcedzić sok
  4. bakłażany pokroić w plasterki
  5. przygotować sos beszamelowy: mąkę podsmażyć na maśle, a gdy pojawią się pęcherzyki, wlać mleko - gotować do momentu, aż sos zgęstnieje; potem zdjąć z ognia, wymieszać z połową startego sera i jajkami oraz doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową
  6. na oliwie zrumienić cebule, dodać mięso, po chwili pomidory i wino - smażyć do odparowania płynu, po czym doprawić
  7. bakłażany posmarować oliwą z obu stron i wstawić do nagrzanego do 180 - 200 C piekarnika, idealnie pod grilla, i zrumienić
  8. połową bułki tartej posypać dno formy - musi być naprawdę duża, moje naczynie do zapiekania, owal o wymiarach 23x34 cm w najszerszych miejscach, okazało się dużo za małe - rozłożyć na niej ziemniaki, ser, bakłażany i mięso
  9. sos beszamelowy podgrzać, wylać na mięso i posypać bułką
  10. piec niecałą godzinę w 180 C
  11. pokroić i podawać na przykład z sałatką lub nawet z dodatkową porcją sosu pomidorowego (sugestia z oryginalnego przepisu) 
 

Wyszło super dobre, wręcz obłędne danie, w ilości na cały weekend :-) Niedziela była wolna od kuchni - to lubię :-))

środa, 21 sierpnia 2013

Słoma, mamo, nie siano

- Patrz Zosiu, jedzie tata i ma samochód pełny siana.
- Słoma, mamo, nie siano - odparła na to Zosia, która widziała rozładunek poprzedniego samochodu. Za chwilę dodała jeszcze:
- Siano tu, słoma tam - wskazując na dwie tylko z pozoru podobnie wyglądające sterty.

 

Mamo, musisz się nadal uczyć rolnictwa :-)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Zwiedzamy okolicę - Skansen w Sanoku

Fajnie jest mieć gości. Wtedy sami ruszamy się z domu i wspólnie zwiedzamy okolicę.

W ten weekend wybraliśmy się do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, czyli po prostu do Skansenu:

 
 
 
 
 

Warto było zainwestować w przewodnika - tylko wtedy zwiedza się praktycznie wszystkie wnętrza:

 
 

Następnym razem zabierzemy też koce i kosz piknikowy, bo to spokojnie może być wycieczka na cały dzień.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...