niedziela, 6 września 2015

Emilka z Magicznego brzozowego wzgórza

Kiedy byliśmy mali, dostawaliśmy z bratem przytulanki od mamy, robione jej własną ręką. Najbardziej pamiętam dwa małe delfiny, czerwony dla mnie i niebieski w kropki dla mojego brata. Przeżywaliśmy wtedy okres fascynacji 'Delfinem Um' (czy ktoś jeszcze pamięta???). Nasze delfiny były zrobione z resztek materiałów, wypchane czym się dało, a właściwie 'tym, co było dostępne' i służyły nam przez długie lata. Nasze ukochane nocne przytulanki! Pamiętam, że delfin mojego brata w końcu się podarł i była to całkiem duża tragedia.

Wchodząc w świat blogów, okryłam przytulankowe cuda, jakie potrafią zrobić blogerki (głównie to są jednak 'one'). Wymarzyłam sobie, że kiedyś zamówię taką przytulankę zrobioną specjalnie dla Zosi. Tyle, że tych pięknych rzeczy jest takie mnóstwo, że aż trudno się zdecydować i jakoś nigdy nie doszłam do etapu zamawiania. Aż trafiłyśmy na jarmark z okazji otwarcia Chaty nad Wisłokiem.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...