czwartek, 31 lipca 2014

10.000 odsłon i owoce pod kruszonką

Bloga zaczęłam pisać głównie dla moich znajomych. Obok opowiadania o naszym życiu na wsi, chciałam im je pokazać. Przydał się również jako narzędzie popularyzacji przepisów na jagnięcinę. A z czasem stał się dla mnie odskocznią od codzienności. Połączył to, co lubię najbardziej - gotowanie, fotografowanie i snucie opowiadań. Nie piszę regularnie, ale staram się robić to jak najczęściej, w miarę możliwości czasowych. Podziwiam tych blogerów, którzy publikują wpisy codziennie i w 100% zgadzam się z tymi, którzy mówią, że jest to praca na pełen etat. Im więcej wpisów stworzyłam, tym bardziej chcę, żeby każdy kolejny był lepszy od poprzedniego i tym więcej czasu im poświęcam.

Każda odsłona jest dla mnie niesamowicie cenna. Dziękuję Wam za te ponad 10 000! Wiele mnie one już nauczyły, a przede wszystkim motywują, żeby pisać dalej.

Dlatego dzisiaj będzie o tym, o czym rozmawiałyśmy z moją dobrą koleżanką kilka dni temu. Spotkałyśmy się w Arłamowie podczas ich krótkiego urlopu. W ostatniej chwili byłam bliska odwołania naszego przyjazdu, znowu gdzieś się przeziębiłam, ale ponieważ M. wstał specjalnie znacznie wcześniej, żeby 'obrobić' owce, pomyślałam, a co tam, choroba nie zając... Szybkie pakowanie rzeczy na całodzienną wycieczkę i pojechaliśmy.

Niestety wzięłam aparat z rozładowaną baterią, więc nie zobaczycie ani jednego zdjęcia z tego wyjazdu. Będzie za to postscriptum do rabarbaru pod kruszonką.

wtorek, 22 lipca 2014

Makaron z cukinią, letni i szybki

Biuro pierwszej firmy w Warszawie, w której pracowałam, było niedaleko Teatru Rozmaitości. Na parterze mieściła się wtedy kawiarnio-restauracja, w której można było zjeść i śniadanie i lunch i spotkać się na drinka po pracy. Nie pamiętam już nazwy tego miejsca (zniknęło kilka lat temu), ale do dzisiaj pamiętam podawany tam makaron z warzywami, fetą i oregano.


wtorek, 15 lipca 2014

Lipiec w ogrodzie

Już prawie wszystkie niezbędne rzeczy są rozpakowane. Z jednej strony wracamy do normalności, a z drugiej stajemy się budowniczymi. Nasze rozmowy wypełnia nie tylko 'w którym kartonie znajdę....' ale również 'trzeba poszukać betoniarni', czy 'jutro przywiozą stal na zbrojenie, ktoś musi to odebrać'. Kogoś trzeba zawiadomić, żeby przyjechał, a kogoś odwołać, bo znowu pada...

Mimo że jesteśmy na budowie prawie codziennie, to dopiero teraz widzimy, jak nasz ogród zmienia się z dnia na dzień. W ostatnią niedzielę Zosia wręcz nie mogła się nacieszyć nowymi kwiatami.


Pojawił się pierwszy słonecznik i kolejna malwa.


Fasolkę już możemy zacząć zbierać, a pomidory pewnie już niedługo.

 

Patisony dopiero zaczynają mieć kwiaty (fakt, były posadzone później), ale cukinię już zrywamy.
 

No właśnie... Dzisiaj na kolację na pewno będzie cukinia, tylko jak przyrządzona... Jeszcze nie wiem... Świerszcze za oknem za bardzo hałasują...


niedziela, 6 lipca 2014

Przeprowadzka cz. 2

Nasze życie po raz kolejny zostało zredukowane do kartonów. Zawsze w takich sytuacjach planuję duże porządki, pozbywanie się rzeczy. A potem, zazwyczaj z braku czasu, pakuję tylko wszystko do kartonów, oznaczam je i robię listę, co jest w którym. Na szczęście wiele rzeczy udało nam się przewieźć w szufladach, komodach etc. To była chyba jedyna zaleta przeprowadzania się o ulicę dalej.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...