sobota, 27 kwietnia 2013

Licencje / Licence

Kiedy owce naszej rasy osiągają wiek 1 roku poddawane są ocenie wartości użytkowej i hodowlanej, w tym czy spełniają wzorzec rasy. Ocenia się m.in. pochodzenie, plenność matki, wagę czy jakość wełny.

Komisja zebrała się u nas w czwartek i oceniła każdą samicę:


Teraz już tylko czekamy na decyzję, czy zostaną wpisane do ksiąg zwierząt zarodowych. Liczymy na to, że każda z nich dostanie licencję.




Our sheep are now 12 month old and they had just been examined – they utility and breeding value, including whether they sustain the pedigree model. Parentage, prolific indexes, weight and wool condition were among the factors taken into consideration.

The commission was examining all our females on Thursday and we are now waiting for they decision. Hopefully all our sheep will be registered for breeding and get the licence. 



wtorek, 23 kwietnia 2013

Facebook

Niektórzy powiedzą "nareszcie", ale dla mnie to duży krok milowy. Startujemy powoli, czytając czasami instrukcję (chyba się jednak starzeję...), krok po kroku uzupełniając informacje i zapraszając do znajomych.

Sama jestem ciekawa, jak to będzie działać. Widzę u innych blogger’ów, że działa, więc trzymajcie kciuki za nas.



Some will say ‘finally’, but it is a giant leap for me. The start is slow, allowing time for the instruction reading (I might be getting old…), step by step adding the information and inviting friends.

I wonder myself how it will work. I can see that it works for the other bloggers, so keep your fingers crossed for me.

sobota, 20 kwietnia 2013

Ale ruch! / What a movement!

Ale mamy ruch w przyrodzie! Trochę słońca i od razu na drogach więcej traktorów niż samochodów! Wszyscy coś kopią, sadzą i ciężko pracują od rana do nocy. Nasza grządka też już gotowa do sadzenia. Zostało jeszcze dopracowanie planu ogrodu. Jakoś tak nie wyrobiłam się w zimie... W przyszłym tygodniu kupuję nasiona, a sadzonki zostawiam na po 15.05. Zimna Zośka już kiedyś 'pożarła' moje roślinki. Nie będę ryzykować kolejny raz.

W naszej zagrodzie też dużo się dzieje. Ostatnio praktycznie każdego dnia pojawia się jakieś małe, a te nieco większe dzień po dniu wychodzą za zewnątrz. Ciekawskie świata rozrabiają na całego:

 
 
 
 
 





What a movement in the nature! A bit of the sun and there are more tractors than cars on the roads! Everybody is digging, planting and working hard from dawn till sun set. Our garden patch is also ready for the plants. Only the design needs a bit of the fine-tuning. Somehow I didn’t manage it during the winter… Next week I am going to buy the seed and the seedlings will wait till after May 15th. So called ‘cold Sophie’ (May 15th) had once ‘eaten’ all my plants so I am not going to risk it again.

There is a lot of action on our farm as well. Recently each day brings a new lamb and these a big older go out one by one. They play around interested by the surrounding.


niedziela, 14 kwietnia 2013

A może nad morze, czyli śledzie w occie

Jest taki wiersz-nie wiersz o Bieszczadach: http://www.beka.pl/txt_bieszczady.php, który całkiem nieźle oddaje nasze obecne samopoczucie... Za dużo pracy, za mało rąk do pracy i tylko owiec coraz więcej! Jak wrzosówki skończyły się kocić, białe zaczęły. Białe jeszcze nie skończyły, a wrzosówki znowu zaczęły! Chyba zamierzają bić rekordy... Miło z ich strony, ale mogły chociaż zapytać, czy my damy radę...

I jak tu nad morze? Jakoś damy radę, tym bardziej, że pierwszy raz, od kiedy tu mieszkamy, udało mi się dostać ŚWIEŻE ŚLEDZIE :-)


Zabrałam się wczoraj do pracy grubo po 19:00, z lekkim przerażeniem, że spędzę w kuchni pół nocy. Poszło jednak super szybko - pewnie dlatego, że ryby były już wypatroszone, a mi pozostało jedynie ich umycie.

ok. 1kg świeżych śledzi
mąka do oprószenia
olej do smażenia
dwie średnie cebule
sól, pieprz ziarnisty, liście laurowe, ziele angielskie, ocet, szczypta cukru (nie koniecznie)

Wypatroszone i umyte śledzie należy oprószyć mąką i usmażyć na złoty kolor na oleju. Odłożyć na bok, do dużego naczynia. Cebule zeszklić na pozostałym po smażeniu oleju, dodać przyprawy, 1 szklankę octu i 4 szklanki wody i doprowadzić do wrzenia. Taka proporcja octu i wody daje raczej łagodną marynatę - możecie dodać więcej octu lub mniej wody, jeżeli wolicie rzeczy bardziej ostre.

Usmażone rybki zalewamy ostudzoną marynatą i odstawiamy na 1-2 dni, znowu w zależności od ulubionego stopnia 'przegryzienia'.

P.S. Moja mama była mistrzynią gotowania 'na oko' i 'wedle uznania'. Mam wrażenie, że robię się coraz bardziej do niej podobna.




There is a poem-non poem about Bieszczady mountain (not the highest but probably the wildest mountain in the SE Poland, we leave around 15-20 km from the entrance). Please forgive me, my English speaking friends, that I am not going to translate the poem. I will just give you the overall thought behind it. The author was dreaming about a house in Bieszczady. One day he got it, moved there and was waiting for the first snow to come – it would be so nice around. One day of snow, the second, the third and the next ones – every day his point of view about the place and the language used in writing were changing proportionally to the amount of snow, workload and other problems caused. At the end he decided to sell the place and go back to the seaside. And this poem is actually well describing the mood we are currently in… Too much work, too few hands on duty and more and more sheep everyday! When the black ones stopped delivering, the white ones had started. The white ones have not yet finished, when the black ones have started again. It looks like they are to bit some records… Nice of them, but they could have asked if we could manage…

And how could we go to the seaside? Somehow we will manage, after all, the first time since we moved here, I have managed to buy FRESH HERRINGS :-)

I had started the cooking well after 7:00 pm, slightly scared that I will spend half of the night in the kitchen. But it was very quick – probably because the fish had been eviscerated and only cleaning was left for me.

app 1kg of fresh herrings
flour for dusting
oil for frying
two medium onions
salt, black pepper seeds, bay leaves, allspice seed, white vinegar, pinch of salt (but not obligatory)

Eviscerated and clean herrings dust with flour, fry till get golden brown. Place aside in a big bowl. Fry the onions with the remaining oil till get soft, add the spices, 1 glass vinegar and 4 glasses water, boil all together. Such a proportion of vinegar and water gives quite a delicate marinate – add more vinegar or less water if you prefer it more acid.

Pour the cold marinate over the fried fish and leave for 1-2 days (depending on your personal preference) till the tastes mix.

P.S. My mother was a master of cooking ‘by the feeling’ and ‘as you prefer’. I think I am more and more like her.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Niespodziewane zakupy / Surpising shopping

Jak co tydzień wybrałam się do Krosna na zakupy żywnościowe. Lista nie była długa i tylko dwie niestandardowe pozycje - kalosze i skarpetki dla Zosi. Z jedzeniem poszło mi całkiem sprawnie, ale kalosze numer 23 okazały się towarem bardzo ekscentrycznym... 

Po kilku sklepach postanowiłam, że potrzebuję chwili na zresetowanie (jak zwykle, kiedy nie mogę czegoś dostać, albo wymaga to wycieczki do Rzeszowa, albo jestem skazana tylko na sklepy internetowe, zaczynam gloryfikować Warszawę... A to nie jest najlepsza droga...). Zajrzałam do Empiku, zebrałam najnowsze numery naszych czasopism, pooglądałam bajki dla dzieci i już miałam wychodzić, gdy zobaczyłam:


Ponad 500 stron! I aż 51 przepisów na dania z jagnięciną!!!


Pogoda za oknem i fakt, że ostatnio coraz częściej udaje mi się kupić świeżą kolendrę, potwierdziły tylko ten zakup :-) Dzisiaj jeszcze przeglądam, ale już za chwilę ruszę z testowaniem.

A co kaloszami? Udane zakupy chyba odmieniły mój sposób patrzenia na świat. Po drodze do domu zatrzymałam się w Rymanowie i zajrzałam do nowo otwartego sklepu dziecięcego (przy okazji pozdrawiam Panie serdecznie). Były kalosze, były odpowiednie skarpetki i nawet smoczki do używanych przez nas butelek, które zawsze ściągałam internetowo! Oby tak dalej!




As every week I went to Krosno to do the food shopping. The list was not long and contained only two non-standard positions – wellingtons and socks for Sophie. I was quick with the food, but wellies size 23 appeared to be quite an eccentric thing…

After couple of shops I decided I need a break (as always, when I can’t find something here or a trip to Rzeszów is needed or I can only shop via internet, I start glorify Warsaw… But this is not a good way…). I went to Empik, picked up all new issues of our magazines, flipped through children books and was close to leave when I saw this book.

More then 500 pages! And 51 lamb recipes!!!

The weather and fresh coriander that I manage to buy more and more often just proved this purchase :-) Today I am still reading the content, but I will soon start the testing.

And what about wellies? Good shopping has probably changed may way of looking around. On the way back home I stopped in Rymanów and got into a new kids shop (by the way, my best regards the ladies). I have found the wellies, the right socks and could even buy the bottle teats I am used to get via internet! Let’s keep it up!


wtorek, 2 kwietnia 2013

Babka Savarin / Savarin cake

Kiedy byłam w ciąży, przez całe lato produkowałam dżemy. Ilości hurtowe, praktycznie z wszystkich owoców - od rabarbaru po brzoskwinie. Nie dotrwałam tylko do śliwek ;-) Ale dżemu morelowego mamy jeszcze dużo. To dobrze, bo do tego ciasta jest wręcz idealny.

Strasznie podoba mi się też oryginalny przepis "z tych produktów przygotować ciasto drożdżowe, włożyć do foremki, ustawić w cieple (żeby podrosło), a następnie piec 40-50 minut w średnio gorącym piecu". Gdybym nie wiedziała, jak zrobić ciasto drożdżowe, pewnie zaczęłabym nerwowo wertować jakąś książkę kucharską. Ale dlatego, że wiem, uważam że jest to właśnie najlepszy przepis z możliwych - najprostszy, najmniej pracochłonny i jak widać dający dobre efekty.


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...