poniedziałek, 30 grudnia 2013

Jagnięcina i anchois, czyli kolejny sposób na udziec

Pamiętam tylko, że w którymś z angielskich programów kulinarnych widziałam, jak szef do marynaty do jagnięciny dodał anchois, czyli sardele. Było to w erze przedwiejskiej, więc nie przywiązałam uwagi, ani do tego, jakie były proporcje, ani kto był autorem programu.

Postanowiłam więc zaryzykować i przygotować marynatę na bazie moich dotychczasowych doświadczeń.


wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczne dziedzictwo

1:05 - powinnam już spać, ale zamiast tego szykuję jeszcze ostanie potrawy. Na jutro powinna mi zostać praktycznie już tylko ryba. To chyba pierwsza z rzeczy, które odziedziczyłam po mojej mamie. Jestem nocnym markiem i zdecydowanie lepiej pracuje mi się wieczorami. A teraz dodatkowo jest to znacznie praktyczniejsze.

Kutia - część mojej rodziny mieszkała kiedyś daleko na kresach, praktycznie pod samą granicą, tą przedwojenną. Na naszym stole często pojawiają się potrawy, które mają wschodnie korzenie.


środa, 18 grudnia 2013

Pasztet z gęsi, nie tylko na Święta

Idąc za ciosem ostatniej Wielkanocy postanowiłam wprowadzić coś nowego do menu i na te Święta. A że udało mi się kupić świeżą gęś, pomyślałam, że nie podam jej na świąteczny obiad klasycznie, pieczonej, ale w postaci pasztetu, którym będziemy mogli się cieszyć przez większość dni.

Pasztety zawsze wydawały mi się bardzo pracochłonne. To gotowanie, mielenie, mieszanie i wreszcie pieczenie. Nie wiadomo kiedy minął dzień. Ale od kiedy dzielę całość na dwa dni (I - gotowanie, II - mielenie i reszta) oraz jestem szczęśliwą posiadaczką elektrycznej maszynki do mielenia mięsa sprawy wyglądają całkowicie inaczej. Przecież połowa tej pracy robi się sama!


wtorek, 17 grudnia 2013

Przedświąteczne noce

Potrzebowałam przeżyć dwa lata z Zośką, żeby zrozumieć, dlaczego moja mama zarywała noce przed wszelkimi imprezami, świętami czy wyjazdami. Mając małe dzieci, szczególnie w wieku, kiedy chcą we wszystkim pomagać, praca w nocy lub podczas ich snu po prostu pozwala posuwać się do przodu.

Zośka umie już strasznie dużo - wymiesza ciasto na naleśniki, jajka na jajecznicę, ale wspólne robienie świątecznych potraw i to w większej ilości byłoby jednak dużym wyzwaniem.

Dlatego ruszyłam już z wieczornym gotowaniem. Jest już baza do pasztetu z gęsi, a jutro mielenie i pieczenie.


Przy okazji trzymajcie kciuki - pasztet z gęsi robię po raz pierwszy.

piątek, 13 grudnia 2013

Zielony koktajl na śniadanie, czyli jarmuż po raz drugi

Kiedyś miałam fazę przerabiania wszystkich warzyw i owoców na soki. Piliśmy je codziennie, w różnych konfiguracjach smakowych i kolorowych. Aż któregoś dnia miałam ich dość. Może nie samych soków, ale bałaganu, który koło nich powstawał.

Zawsze się zastanawiam, czy to kwestia mojej sokowirówki, czy po prostu wszystkie tak mają - wyrzucane resztki owoców nigdy nie chcą wpadać tam, gdzie mają, a wszystkie części zajmują połowę zmywarki...

Na szczęście odpoczęłam wystarczająco długo, żeby znowu cieszyć się świeżym, pysznym i super zdrowym sokiem.

No i na koniec nie było bałaganu - zabrałam całą maszynę i opróżniłam ją bezpośrednio nad kompostownikiem. Chociaż raz wszystko trafiło tam, gdzie miało i nie trzeba było sprzątać kuchni!


POTRZEBUJESZ:
liście jarmużu
2-3 marchewki
2-3 jabłka
sokowirówkę

Z około pół kilograma 'surowca' dostaliśmy pół litra soku - w sam raz na drugie śniadanie dla całej naszej trójki. Najważniejsze, że sok został zaakceptowany przez Zośkę, która wręcz nie mogła się doczekać, kiedy skończę robić zdjęcia i będzie mogła spróbować swojej porcji.

środa, 11 grudnia 2013

Żeberka jagnięce w marynacie wg Gordona Ramsay'a

Dzisiaj praktycznie bez wstępu. W końcu nazwisko autora przepisu na marynatę mówi same za siebie. Efekt jest trochę słodki, trochę kwaśny i trochę ostry, ale bez dwóch zdań wyśmienity. W lecie podałam takie żeberka z sałatką ziemniaczaną z bazylią i miętą, a teraz zrobiłabym do nich puree z ziemniaków i selera.

POTRZEBUJESZ:
ok. 1 kg żeberek jagnięcych z kością - na 2-3 osoby, dość głodne

marynata wg Gordona Ramsay'a z książki 'Niedzielne przysmaki' (na 800g jagnięciny bez kości) - przepis oryginalny:

200 ml porto 'ruby'
2 łyżki startego korzenia imbiru
4 ząbki czosnku bez łupin rozgniecione
kilka gałązek rozmarynu rozgniecione nożem
2 łyżki oliwy z oliwek
sól morska i świeżo zmielony pieprz

W mojej wersji imbir, czosnek i rozmaryn zostały drobno posiekane, a ich ilość (trochę więcej niż powyżej) była zbliżona do proporcji 1:1:1.


JAK ZROBIĆ:
  1. mięso podziel na kawałki po 2-3 kości i ewentualnie usuń zbędny tłuszcz
  2. w misce wymieszaj wszystkie składniki marynaty - posiekany imbir, czosnek, rozmaryn, oliwę, sól i pieprzp - za wyjątkiem porto
  3. dodaj mięso, wetrzyj w nie marynatę, przykryj folią i odstaw w chłodne miejsce nawet na dwa dni
  4. porto dodaj max 24h przed pieczeniem mięsa i jeszcze raz całość wymieszaj - jeżeli nie macie tyle czasu na marynowanie mięsa i będzie ono trwało jedynie kilka godzin, porto dodajcie do marynaty na samym początku
  5. rozgrzej piekarnik do 200 stopni, ułóż mięso w brytfannie, zalej  resztką marynaty i kiedy piekarnik będzie nagrzany włóż mięso na około 15 minut
  6. zmniejsz temperaturę do 170 stopni i piecz mięso dalej przez około 1 godzinę (do miękkości)
  7. po wyjęciu żeberek z piekarnika pozwól im 'odpocząć' przez kilka minut, a następnie podawaj
 
 
WSKAZÓWKI:
- idealną jak dla mnie brytfankę do pieczenia wszelki mięs, szczególnie udźca w całości, udało mi się kupić w IKEA: http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/10099053/,
- zazwyczaj unikam termoobiegu, używam grzałek dolnej i górnej w I etapie, a potem dolnej i dodaję górną pod sam koniec, w razie potrzeby

wtorek, 10 grudnia 2013

W drodze

30 km w tą i z powrotem po duże supermarketowe zakupy, 50 km - po te mniejsze, ale cotygodniowe, 50 km - na angielski z Zośką, 60 km na konia, a dzisiaj tylko 80 km do zamrażarki. Ale za to z pięknymi widokami w tle:


No i z Zofią Kocówną czytającą 'Noce i dnie' Marii Dąbrowskiej. Zawsze lubiłam tę książkę, a teraz podoba mi się jeszcze bardziej. I to nie dlatego, że my też czasami mamy Serbinów wokół domu. O nie! Po prostu lepiej ich rozumiem - ziemia, praca, zbiory, zwierzęta, dzieci, ludzie i to całe wiejskie życie.


Jutro coś z naszej zamrażarki pojedzie nad morze, jedyne 725 km. Sama też wsiądę w samochód i znowu gdzieś pojadę... Tylko tym razem trochę bliżej, jedyne 5 km do biura.

wtorek, 3 grudnia 2013

Bażanty i inne

Do sypialni wbiegła Zosia "wstawaj mamo", potem czajnik, pierwsze spojrzenie za okno i...


Mimo że nie są to pierwsze bażanty spacerujące po naszej działce, to jednak tego typu obrazki niezmiennie wprawiają mnie w poranny zachwyt. W lecie mieliśmy małe kuropatwy, na modrzewiach często siadają drapieżniki, a kiedyś jadąc po zakupy widziałam orła.

A my przecież nie mieszkamy wcale na odludziu. Ot, taka średniej wielkości wieś przy całkiem ruchliwej drodze.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...