piątek, 17 października 2014

Drugie życie słoneczników

Pamiętacie mój ogród w pełni lata?


Zamykała go ściana słoneczników. Uwielbiam je, ich radosną barwę i kształt przypominający słońce. I to, że kwitną tak długo, praktycznie jeszcze na początku jesieni. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Dzisiaj po słonecznikach zostały już tylko suche kikuty.

Okazało się jednak, że mamy w obejściu wielbicieli i takiej formy tych kwiatów. Wycinamy łodygi, przerzucamy przez ogrodzenie i owce mają wielką frajdę:

 
 
 
 
 

Uwielbiam, kiedy nic się u nas nie marnuje. Tym sposobem mamy już stały element naszego ogrodu.

czwartek, 9 października 2014

Aromatyczny placek z dynią

Są dania, które są niefotogeniczne. Są takie, które zawsze będą wyglądać inaczej. Są też takie, które mogą wyglądać bardzo przeciętnie, ale nieprzeciętnie będą smakować. Dla mnie przykładem potwierdziającym te wszystkie trzy teorie jest właśnie ten placek.

Jego kolor zależy głównie od użytej dyni, a mi trafił się ostatnio egzemplarz blado żółty w środku i taki też wyszedł ten placek. Nie mniej jednak jego smak jak zawsze był genialny.


środa, 1 października 2014

Jesienna sesja

Na początku września przyjechała moja przyjaciółka i miałam sobie zrobić 'dzień wytchnienia'. Miała być chwila nieróbstwa, mała sesja zdjęciowa (na potrzeby bloga i nie tylko) i babskie pogaduszki. Kiedy obudziłam się z samego rana, już wiedziałam, że planować to ja sobie mogę...

Za oknem ani jednego promienia słońca. Wilgoć wisząca w powietrzu, ledwie kilkanaście stopni. Zośka od rana nie współpracowała, telefony urywały się jeden za drugim, a kiedy tylko wyszłam z pod prysznica wyłączyli prąd. Przerwa techniczna do 13:00. Mimo zalewającej mnie wściekłości, jakoś się ogarnęłam, wsiadłam do samochodu, kupiłam coś na śniadanie i pojechałam.

 

Po drodze odebrałam jeszcze kilka telefonów, dzięki którym właściwie powinnam wracać. Ale nie, nie dałam się. Między telefonami, deszczem, moimi minami i niecenzuralnymi słowami udało nam się zrobić nawet kilka zdjęć.


Nie tak sobie wyobrażałam ten dzień, ale w sumie jedno niezłe zdjęcie nawet powstało. Przy okazji przypomniałam sobie, że wyprowadzając się na wieś mieliśmy zwolnić. Miało być życie chwilą, a nie planowanie każdej minuty z półrocznym czasem wyprzedzeniem. Mieliśmy się cieszyć życiem i otaczającym nas światem. Tamtego dnia coś drgnęło i powoli wracamy do marzeń.

Nowa ekipa weszła na budowę. Obok przetworów robię w domu porządki. Zarządziłam detoks od kupowania magazynów (tak długo, póki nie przeczytam wszystkiego, co mam w domu) i od cukru (dzisiaj pierwszy dzień diety dla mnie). W zamian ma być więcej ruchu, śmiechu i wspólnie spędzanego czasu. Trzymajcie za nas kciuki!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...