poniedziałek, 31 grudnia 2012

Poświątecznie o świątecznym udźcu

Oto przepis, jak młody hodowca może podnieść sobie poziom adrenaliny w świąteczne przedpołudnie:

Weź jeden udziec jagnięcy, najlepiej z własnej hodowli, bo przecież jesteś hodowcą. Min 2, a najlepiej 3 dni przed wymaganym posiłkiem, na który zaprosiłeś najbliższą rodzinę, teściów włączając, podejmij wreszcie decyzję, jaka marynata będzie najlepsza i przygotuj ją. Tym razem zdecydowałam się na najprostszą wersję - oliwa, główka czosnku, świeży rozmaryn (3 gałązki ok. 10-15cm każda), sól, pieprz - wszystko utłuczone w moździerzu. Umyj mięso, odkrój jakiś zbędny Twoim zdaniem tłuszcz (choć z umiarem, bo przecież nie wszyscy są na diecie), ponakłuwaj mięso i wetrzyj marynatę w całość bardzo dokładnie i z dużą ilością serca.

Odstaw do lodówki i wypoczywaj.

Kiedy nadejdzie "D-day", min 2h przed godziną zero, nagrzej piekarnik do 220-230 stopni, przełóż udziec do brytfanki i włóż do piekarnika na ok. 15 min. Następnie zmniejsz temperaturę do 175 stopni, podlej mięso bulionem, wodą czy winem (w mojej wersji była to woda pół na pół z białym winem) i pozwól mu się piec, od czasu do czasu polewaj płynem z brytfanny.

Ktoś może w tym miejscu zapytać "to ile mam go piec?" I to jest moje odwieczne pytania, na które nawet studiowanie różnych książek kucharskich nie dało mi jednoznacznej odpowiedzi. Zazwyczaj przez godzinę przy tak dużym kawałku mięsa jestem spokojna, ale później zaczyna się nerwowe zaglądanie do piekarnika, przewracanie i nakłuwanie, sprawdzanie koloru płynu, przewracanie, nakłuwanie, sprawdzanie i tak dalej....

I pewnie tak samo byłoby i tym razem, ale gdzieś w podświadomości krążyła mi myśl, że po pierwsze mam w kuchni termometr kuchenny, a po drugie temperatura mięsa wewnątrz może być podpowiedzią. Powertowałam jeszcze książki i w jednej z nich wyczytałam, że mięso będzie gotowe, gdy wewnętrzna temperatura dojdzie do 75 stopni C. No tak, ale była to "Kuchnia Polska", a my wolimy mięso trochę bardziej różowe...

I pewnie byłoby, gdyby nie fakt, że przy pierwszym sprawdzeniu miałam już 70 stopni!!! Ale fart, że nie więcej!!!

Wyciągnij mięso z piekarnika, daj mu odpocząć 10-15 min i krój w piękne, duże plastry:


Dla tych co lubią sosy - wykorzystaj resztę płynu z brytfanny jako bazę. Odparuj nadmiar, dopraw do smaku, zagęść mąką czy zasmażką i polej tym plastry mięsa.

A potem już tylko rozkoszuj się słysząc pochwały swoich gości :-)) Uff, mnie się udało :-))

I oby takich pochwał nie zabrakło w całym nadchodzącym 2013! Tego i Wam i sobie życzę!

P.S. Przy drugim udźcu sprawdziłam czas pieczenia - ok. 2h

sobota, 22 grudnia 2012

Niech Wam się darzy!

W tym roku szaleję :-) Dekoracjom nie ma końca!

Na drzwiach zawisł wieniec. Jeszcze nie zrobiony samodzielnie, ale przez zaprzyjaźnioną florystkę z Krosna:

Na stole pojawił się wielki zimowy bukiet, tak jak w moim rodzinnym domu. Cieszy tym bardziej, że gałęzie są z naszego własnego lasu:

I nawet skrzynka na oknie przybrała zimowe ubranie:

Choinka jeszcze mała, wiadomo - bezpieczeństwo ponad wszystko :-), ale za to na kominku goździkowo pachną pomarańcze:

W kuchni wszystko pod kontrolą, makowce już stygną, więc pozwólcie, że pierwszy raz w ten sposób złożymy Wam najserdeczniejsze życzenia.
Niech te Święta będą takie, o jakich marzycie, pełne ciepła, rodzinne i z dużą ilością odpoczynku! 
A Nowy Rok niech Wam przyniesie wszystko, co najlepsze! 
Niech Wam się darzy!

piątek, 21 grudnia 2012

Na początek Nowego Świata

Do trzech Świąt sztuka, rzutem na taśmę, jak za dobrych korporacyjnych lat, postanawiam wreszcie wyrobić plan i otworzyć dla Was:

Dlaczego 'do trzech Świąt sztuka', bo to będą już nasze trzecie święta na wsi. Przy pierwszych każdy z Was by zrozumiał, że zaraz po przeprowadzce z miasta na wieś jest znacznie więcej rzeczy do zrobienia, rozwiązania, odnalezienia, że myśli kłębią się w głowie (czy dobrze zrobiliśmy rzucając nasze korporacyjne kariery, czy będzie tak, jak to sobie wymarzyliśmy, czy damy radę itd. itp.). Nie jest więc łatwo usiąść i zacząć pisać. 

Przy drugich życie na wsi było już bardziej ogarnięte, mieliśmy ogrzewanie w domu, a nie tylko kominek, ale była już z nami Zosia i dzień przed Wigilią pojawiły się nasze pierwsze jagnięta... Czyli wiecie już, że z managerów staliśmy się HODOWCAMI OWIEC!!! No więc zamieszanie było nie mniejsze niż rok wcześniej...

Na szczęście za chwilę już nasze trzecie Święta :-) Znamy już 'instrukcję obsługi' naszej cudownej córeczki, wykoty owiec nie są nam już takie straszne i wreszcie mogę cieszyć się dekorowaniem domu, pieczeniem, gotowaniem i WRESZCIE ZACZĄĆ PISAĆ!

A więc zaczynam, tym bardziej, że świat się nie skończył. Niech zacznie się ten nowy!



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...