środa, 13 maja 2015

Zakupy S.M.A.R.T., czyli ciąg dalszy, jak uczę się nie marnować jedzenia

Pamiętacie straszącą mnie lodówkę? Dzisiaj ciąg dalszy mini poradnika, jak nie wyrzucać jedzenia. Część pierwszą znajdziecie tutaj. Poznaliśmy już metody magazynowania i pomysły na opróżnianie lodówki. Teraz czas na etap drugi - 'ponowne zatowarowanie', czyli zakupy.
 
Po angielsku SMART znaczy mądry, inteligentny, elegancki czy bystry. W terminologii korporacyjnej S.M.A.R.T. dotyczyło najczęściej celów i znaczyło tyle co KONKRETNY (Specific), MIERZALNY (Measurable), OSIĄGALNY (Achievable), REALNY (Realistic) i OKREŚLONY W CZASIE (Time-bound).

Dla mnie oba te określenia idealnie odnoszą się do tego, jak powinnam robić zakupy, jeżeli naprawdę chcę coś zrobić z ilością marnowanego jedzenia.




1. KONKRETNE - od dawna przed zakupami robię listę zakupów. Jak tylko coś się kończy, wpisujemy to na kartkę przyklejoną do lodówki. Ale od niedawna znacznie więcej czasu poświęcam przejrzeniu zapasów. Co zaraz się przeterminuje? Jak możemy to wykorzystać? Czy i co trzeba dokupić, żeby zrobić z tego coś pysznego? I potem w sklepie trzymam się listy. Jeszcze nie w 100%, ale bardzo się staram. Tak, czasami jest ciężko... Na szczęście coraz częściej łapię się na tym, że sięgając po produkt, którego nie ma na liście, zastanawiam się, czy jest on mi koniecznie potrzebny. I jeżeli nie jestem pewna, czy nie mam w spiżarni już czegoś takiego, nie kupuję. Z drugiej strony nadal wykorzystuję promocje, które dotyczą produktów zużywanych przez nas w ilościach hurtowych (płatki owsiane, migdały czy chemia gospodarcza - tak, na tym polu też mamy dużo do zrobienia).

2. MIERZALNE - nie wpisuj tylko 'mleko', zastanów się ile mleka dokładnie potrzebujesz. Jeżeli planujesz surówkę z marchwi na obiad, to wystarczą prawdopodobnie 2-3 marchewki, a nie cały kilogram. Od dawna kupuję wędlinę na plastry, a nie na dekagramy. Ser kupuję na 'oko', czyli oceniając wielkość kawałka, owoce na sztuki. Jedyne, do czego nie umiem się przekonać, to kupowanie orzechów z dużych worków czy mrożonek luzem. Ale pewnie nie ma w tym nic złego i wiele osób z tego korzysta (inaczej nie byłoby takich możliwości). W sumie, jeżeli ktoś kupuje tylko dla siebie, to jest to znacznie bardziej sensowna, czyli SMART, opcja. Możemy kupić jeden płat mrożonej ryby zamiast całej paczki (minimum 0,5kg).

3. OSIĄGALNE - dla mnie znaczy to przede wszystkim czy mnie na coś stać, ale również, że kupuję właściwą jakość w ramach tego, na co mnie stać. Zawsze uczono mnie, że jeżeli stać mnie tylko na jedne spodnie, to muszą być one jak najlepszej jakości. Tylko wtedy będą długo mi służyć i coś, co teoretycznie było drogie, staje się w sumie tanie. W przypadku jedzenia tani może nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem (patrz wpływ na nasze zdrowie), ale z drugiej strony nie każdy produkt luksusowy jest nam naprawdę potrzebny lub nam smakuje. Nikt nie przekona mnie do foie gras. Wolę zwykły pasztet z królika czy kurczaka. Jeżeli jednak coś bardzo lubimy, to warto zrobić sobie przyjemność, ale w rozsądnej ilości. Jestem z pokolenia, które dorastało przy pustych półkach sklepowych, więc dobrze wiem, jak smakowała kostka prawdziwej czekolady (a nie cała tabliczka) lub trzy pierwsze truskawki (pamiętam, że mama zaczynała od kupowania 10-20 dag dla całej rodziny, zanim truskawki staniały na tyle, że można je było jeść codziennie i w większej ilości).

4. REALNE - co z tego, że marzą nam się świeże śledzie. Teraz mieszkamy praktycznie w górach i ze świeżych ryb mamy głównie pstrągi. Co prawda w naszych sklepach można już praktycznie kupić wszystko, bez względu na porę roku, ale, i może właśnie dla tego, świeże produkty zawsze smakują najlepiej. Produkty z danej pory roku zawsze smakują najlepiej. Czasami jeszcze kupuję pomidory w zimie, ale zawsze pozwalam im dojrzewać w domu przez kilka dni. Kiedyś Beata Pawlikowska radziła jak kupować owoce tropikalne (ananas, mango etc.) i ta metoda zawsze się sprawdza. Kupuję na przykład ananasa mniej więcej tydzień wcześniej, niż zamierzam zjeść. Pozwalam mu dojrzewać i tylko obserwuję, żeby się nie zepsuł. Kiedy przez skórkę można wyczuć intensywny aromat owocu, wtedy jest gotowy do jedzenia. Tak kupuję mango i melony. Zaczynam od wąchania ich w sklepie.

5. OKREŚLONE W CZASIE - inne są nasze zakupy codzienne, a inne te na weekend lub kiedy spodziewamy się gości. Listę dzielimy również na produkty, które bez problemu dostaniemy w okolicy i te, które czekają na wyjazd do Warszawy lub innego większego miasta. Często przed jakąś szczególną okazją (np. przyjęcie urodzinowe czy wizyta naszych gości) dzielę zakupy na poszczególne dni. W ten sposób mam pewność, że produkty będą maksymalnie świeże w konkretnym dniu, kiedy ich potrzebuję. A jeżeli nie trzymam się zasad, to potem może być różnie. W zeszłym tygodniu wyrzuciłam prawie pół pęczka szparag. Mimo że były kupione w czwartek, nie przetrwały do zaplanowanego na niedzielę obiadu.

Ale się dzisiaj rozpisałam! I jeszcze poszło mi ekstremalnie szybko :-) To dlatego, że kiedyś uwielbiałam przygotowywać szkolenia i je przeprowadzać. Lubiłam patrzeć, jak ludzie słuchają i potem zaczynają stosować coś nowego w życiu. A Wy co powiecie na takie wpisy? Przydatne czy może 'nuda'? Dajcie znać, bo wcale nie jest tak, że rzucając korporację, rzuciłam jej zasady i narzędzia. O nie, one tylko przeprowadziły się ze mną na wieś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny i wszystkie komentarze!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...