Najpiękniejszy prezent od mojej córki

Niedziela, 5:00 z minutami:
- Mamo, mleko!
- Zosiu, śpimy.
- Mamo, mleko, mleko, proszę!
- Zosiu, jest jeszcze noc. Nie będzie mleka. Śpimy.

Gdzieś około 6:00. Słyszę, jak M. wstaje. A jednak nie udało mu się już zasnąć.

Kilka minut później. Tup, tup, tup. Myślę sobie, świetnie, już po spaniu... Zosia pakuje się do łóżka z całym swoim majdanem (pielucha, dwa przytulaki, kubek na mleko). Ale nic się nie odzywa. Kładzie się na poduszce obok, przykrywa i... zasypia. A ja zaraz za nią.

9:10. Budzę się sama, naprawdę wyspana. Zosia nadal śpi obok.

9:15. Zosia otwiera oczy i od razu słyszę 'Mamo, mleko proszę'. Z uśmiechem na twarzy wstaję i idę do kuchni.

Około 10:00. Jesteśmy już po śniadaniu i siadamy w dobrych humorach do układania puzzli.



Ostatnio rozmawiałam z koleżanką o tym, co dzieci zabierają, a co dają. Od prawie czterech lat sen jest na samej górze listy moich osobistych deficytów. Przez pierwsze półtora roku stawałam równo co dwie godziny, potem trzy razy w nocy i dopiero od lutego tego roku nie wstaję wcale lub bardzo sporadycznie. Dlatego to, co dostałam wczoraj jest dla mnie tak cenne :-)

Gdybym mogła, oprawiłabym sobie te kilka godzin w najpiękniejsze z możliwych ramek i powiesiła obok innego prezentu od Zosi.


Komentarze

Popularne posty