niedziela, 14 kwietnia 2013

A może nad morze, czyli śledzie w occie

Jest taki wiersz-nie wiersz o Bieszczadach: http://www.beka.pl/txt_bieszczady.php, który całkiem nieźle oddaje nasze obecne samopoczucie... Za dużo pracy, za mało rąk do pracy i tylko owiec coraz więcej! Jak wrzosówki skończyły się kocić, białe zaczęły. Białe jeszcze nie skończyły, a wrzosówki znowu zaczęły! Chyba zamierzają bić rekordy... Miło z ich strony, ale mogły chociaż zapytać, czy my damy radę...

I jak tu nad morze? Jakoś damy radę, tym bardziej, że pierwszy raz, od kiedy tu mieszkamy, udało mi się dostać ŚWIEŻE ŚLEDZIE :-)


Zabrałam się wczoraj do pracy grubo po 19:00, z lekkim przerażeniem, że spędzę w kuchni pół nocy. Poszło jednak super szybko - pewnie dlatego, że ryby były już wypatroszone, a mi pozostało jedynie ich umycie.

ok. 1kg świeżych śledzi
mąka do oprószenia
olej do smażenia
dwie średnie cebule
sól, pieprz ziarnisty, liście laurowe, ziele angielskie, ocet, szczypta cukru (nie koniecznie)

Wypatroszone i umyte śledzie należy oprószyć mąką i usmażyć na złoty kolor na oleju. Odłożyć na bok, do dużego naczynia. Cebule zeszklić na pozostałym po smażeniu oleju, dodać przyprawy, 1 szklankę octu i 4 szklanki wody i doprowadzić do wrzenia. Taka proporcja octu i wody daje raczej łagodną marynatę - możecie dodać więcej octu lub mniej wody, jeżeli wolicie rzeczy bardziej ostre.

Usmażone rybki zalewamy ostudzoną marynatą i odstawiamy na 1-2 dni, znowu w zależności od ulubionego stopnia 'przegryzienia'.

P.S. Moja mama była mistrzynią gotowania 'na oko' i 'wedle uznania'. Mam wrażenie, że robię się coraz bardziej do niej podobna.




There is a poem-non poem about Bieszczady mountain (not the highest but probably the wildest mountain in the SE Poland, we leave around 15-20 km from the entrance). Please forgive me, my English speaking friends, that I am not going to translate the poem. I will just give you the overall thought behind it. The author was dreaming about a house in Bieszczady. One day he got it, moved there and was waiting for the first snow to come – it would be so nice around. One day of snow, the second, the third and the next ones – every day his point of view about the place and the language used in writing were changing proportionally to the amount of snow, workload and other problems caused. At the end he decided to sell the place and go back to the seaside. And this poem is actually well describing the mood we are currently in… Too much work, too few hands on duty and more and more sheep everyday! When the black ones stopped delivering, the white ones had started. The white ones have not yet finished, when the black ones have started again. It looks like they are to bit some records… Nice of them, but they could have asked if we could manage…

And how could we go to the seaside? Somehow we will manage, after all, the first time since we moved here, I have managed to buy FRESH HERRINGS :-)

I had started the cooking well after 7:00 pm, slightly scared that I will spend half of the night in the kitchen. But it was very quick – probably because the fish had been eviscerated and only cleaning was left for me.

app 1kg of fresh herrings
flour for dusting
oil for frying
two medium onions
salt, black pepper seeds, bay leaves, allspice seed, white vinegar, pinch of salt (but not obligatory)

Eviscerated and clean herrings dust with flour, fry till get golden brown. Place aside in a big bowl. Fry the onions with the remaining oil till get soft, add the spices, 1 glass vinegar and 4 glasses water, boil all together. Such a proportion of vinegar and water gives quite a delicate marinate – add more vinegar or less water if you prefer it more acid.

Pour the cold marinate over the fried fish and leave for 1-2 days (depending on your personal preference) till the tastes mix.

P.S. My mother was a master of cooking ‘by the feeling’ and ‘as you prefer’. I think I am more and more like her.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny i wszystkie komentarze!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...